No i ruszyli turyści do Rumunii. Kolejne biura podróży namawiają na wycieczki, z facebooka wylewają się oferty planów tras dla motocyklistów i wielbicieli napędu 4×4, kuszą reklamy i artykuły sponsorowane. Wszędzie krąży ten nieszczęsny Dracula, wyeksploatowany bez sensu i do granic możliwości. Na Draculę przestałam już zwracać uwagę. Ostatnio czerwona lampka zapala mi się w głowie, gdy czytam/słyszę, że Rumunia to Bałkany.

DO RUMUNII CZYLI GDZIE?

„Żadne inne miasto na całych Bałkanach nie miało dla mnie tyle zniewalającego uroku, co Kluż” – pisze w Bałkańskich upiorach Robert D. Kaplan[1]. Amerykański dziennikarz w swojej książce poświęcił Rumunii całą drugą część, bez żadnych wątpliwości zaliczając ją do świata bałkańskiego. Zazdroszczę ludziom, którzy nie mają wątpliwości. Ja mam – nieustająco. Dlatego ciągle coś sprawdzam, węszę i weryfikuję. Nic więc dziwnego, że unikam też kategorycznych stwierdzeń i zdecydowanych odpowiedzi. Oczekujący jednoznacznych opisów świata czytelnicy mogą czuć się nieco zawiedzeni takim oto moim opisem Rumunii:

Nie ma miejsca, które lepiej by się nadawało do badań terenowych nad historią niż obszar byłych Austro-Węgier, a Rumunii w szczególności. Chociaż całej Rumunii austro-węgierskość nie dotyczy, to dziś jest ona taką ck monarchią w pigułce, córką dynastyczną o krwi zmieszanej przez przodków, a wydanej za syna, którego protoplaści również przez wieki łączyli się, krzyżowali, mieszali. Bałkańskość jej nie dotyczy, ale jednak bywa bałkańska. Nie jest niemiecka, ale ma w sobie germański pierwiastek. Do Włoch jej daleko, ale czuje się związana z Italią. Węgrów nie cierpi, ale nie może się ich wyprzeć i odrzucić ich dorobku. Jest na wskroś europejska, ale Wschód też tkwi w niej głęboko. Materialnie ciąży ku Zachodowi, ale ducha ma skądinąd[2].

Zajrzałam do Wikipedii, żeby sprawdzić, czego na temat Bałkanów dowiedzą się ci, którzy czerpią wiedzę z najbardziej powszechnych internetowych źródeł. I czytam tam, że

Północna granica półwyspu ma charakter umowny. Zgodnie z tradycją przebiega następująco: wzdłuż Dunaju od Morza Czarnego do ujścia Sawy (rejon Belgradu), następnie wzdłuż Sawy do ujścia Kupy (rejon miasta Sisak), następnie wzdłuż Kupy aż do jej źródła (rejon Osilnicy), następnie przekracza pasmo Gorski kotar przez tzw. Bramę Liburnijską (chorw. i wł. Vrata) na południe od góry Risnjak i dochodzi do Morza Adriatyckiego w rejonie Rijeki. Oprócz tej najpopularniejszej konwencji były i są proponowane inne linie stanowiące granicę między Półwyspem Bałkańskim a resztą kontynentu, np. linia prosta styczna do brzegów Adriatyku i Morza Czarnego, a także linia łącząca Triest z Odessą.

Jakby nie patrzeć, bałkańskość nie dotyczy całej Rumunii także pod względem geograficznym.

Ktoś powie, że Wikipedia to żadne źródło. Kogo więc pytać? Może samych Rumunów? Pod moim wpisem na profilu @Mamałyga z bryndzą pojawił się ciekawy głos: „jestem Rumunką i chciałabym wyjaśnić jedną rzecz: Rumunia nie jest krajem bałkańskim w ścisłym znaczeniu geograficznym. Rumunia leży w Europie Południowo-Wschodniej, ale większość jej terytorium znajduje się na północ od Dunaju, a Półwysep Bałkański jest tradycyjnie definiowany jako obszar położony na południe od Dunaju. Rumunia nie leży więc na Półwyspie Bałkańskim. Rumunia jest przede wszystkim krajem Europy Wschodniej / Południowo-Wschodniej, a pod względem geograficznym obejmuje obszary Karpat, Niziny Rumuńskiej i regionu naddunajskiego. Część Banatu i Dobrudży ma związki geograficzne i historyczne z obszarem bałkańskim, dlatego czasami Rumunia jest zaliczana szerzej do Bałkanów w sensie kulturowym lub politycznym. Nie oznacza to jednak, że cała Rumunia jest krajem bałkańskim.

Dlatego określenie »Rumunia jest krajem bałkańskim« jest uproszczeniem, a nie ścisłym opisem jej położenia geograficznego”. I tu mogłabym postawić kropkę, bo w zasadzie zgadzam się z wpisem Gabrieli. I chciałabym, żeby  ten głos usłyszał także Robert D. Kaplan.

NIEMOŻNOŚĆ WYZNACZENIA GRANIC

Współcześnie Rumunia ma granice, jakie ma. Mieści w sobie jednak tyle różnych żywiołów, że wydaje się czasem aż niemożliwe, że to wszystko działa. Ale ta różnorodność to największa siła Rumunii. To coś, co nie tylko czyni jej kulturę niezwykle bogatą, ale sprawia, że jest jednym z najatrakcyjniejszych kierunków turystycznych w Europie. Wielość języków, religii, tradycji, złożona historia i atrakcyjna architektura przyciągają coraz więcej ludzi z całego świata.

A granice? Cóż, jakieś muszą być. W przypadku Rumunii warto jednak pamiętać, że w zasadzie większość składających się na nią krain dzieli ze swoimi sąsiadami. Poza Transylwanią. Ale ta część kraju jest akurat sama w sobie wielką etniczną mozaiką. I z całą pewnością nie dominuje tu bałkańskość.

Na koniec głos z samego serca kraju:

Rumunia jest zatem jednocześnie bałkańska, wschodnia i środkowoeuropejska, nie przynależąc w pełni do żadnej z tych kategorii – skądinąd dość sztucznych.

Tak pisze Lucian Boia[3] i też ma rację. Wszystko próbujemy systematyzować, określać i wciskać w jakieś ramy. Tylko że nie wszystko się da. Granice są sztuczne i umowne, za to nie są wieczne. Dziś możemy się cieszyć ze wspólnej przynależności Polski i Rumunii do strefy Schengen, czyli de facto braku granicy między naszymi krajami. I to jest dobre. I o to warto dbać.  

A na pytanie, czy Rumunia to Bałkany, można odpowiedzieć na dwa sposoby: tak, ale… lub nie, ale… I z tym „…” Was zostawiam.

_________

[1] Bałkańskie upiory. Podróż przez historię, wyd. Czarne.

[2] Rumunia. Pęknięte lustro Europy, wyd. Paśny Buriat.

[3] Dlaczego Rumunia jest inna?, wyd. Międzynarodowe Centrum Kultury.