Ileż to razy słyszałam to zdanie i towarzyszące mu głębokie westchnienie, gdy wspominałam, że mieszkam na nadbużańskim Podlasiu? Ileż to razy czytałam to zdanie okraszone stosownymi emotikonami w komentarzach pod postami o Suwalszczyźnie?
Kategoria: Książki
W XX wieku i dawniej zewnętrzna szata książki wyglądała tak: na pierwszej stronie okładki tytuł, autor, czasem nazwa wydawnictwa i jakiś element graficzny. Żadnych opisów, żadnych biogramów i żadnych blurbów! O książce wiedziało się co nieco przed zakupem lub wypożyczeniem, bo były to czasy, gdy z bibliotek korzystali niemal wszyscy, albo podejmowało się decyzję na podstawie fragmentów wyczytanych na jednej nóżce. Albo brało się w ciemno, szczególnie przed 1989, gdy wszystko brało się wtedy, kiedy rzucili. To były czasy, gdy nawet książki były spod lady.
„Postanowiłam zobaczyć na własne oczy ten dziwny kraj z prozy Stasiuka. Rumunia była jeszcze starą Rumunią, tą z Jadąc do Babadag, ale już się zmieniała, już goniła Europę. Czarna terenówka jechała tą samą drogą, co stary wóz ciągnięty przez chudą szkapinę. Terenówka spychała jednak wóz do rowu, a wielki tir, nie zwalniając na zakrętach, omijał idącą środkiem drogi krowę.
„Światło, kolor, wiatr, woda, natura i nadbużańska architektura o każdej porze roku wchodzą w dialog, kreują sytuacje i obrazy. I nieustająco inspirują. Może kiedyś napiszę powieść o mieszkańcach domu, który skrywał się pomiędzy drzewami za wałem, niemal nad samą rzeką. Był niewielki. Drewniana dwuizbowa chata, której serce stanowił kaflowy piec. Komin jeszcze stoi. Ściany domu padły po kolei pod brzemieniem lat. Za to doskonale zachowała się potężna ziemianka. Dziś teren wokół domu wzięły we władanie rośliny. Bujnie rozrasta się bez, z roku na rok gęstszy, w maju pachnie wprost ogłuszająco.