Ileż to razy słyszałam to zdanie i towarzyszące mu głębokie westchnienie, gdy wspominałam, że mieszkam na nadbużańskim Podlasiu? Ileż to razy czytałam to zdanie okraszone stosownymi emotikonami w komentarzach pod postami o Suwalszczyźnie?
Kategoria: Inne
W XX wieku i dawniej zewnętrzna szata książki wyglądała tak: na pierwszej stronie okładki tytuł, autor, czasem nazwa wydawnictwa i jakiś element graficzny. Żadnych opisów, żadnych biogramów i żadnych blurbów! O książce wiedziało się co nieco przed zakupem lub wypożyczeniem, bo były to czasy, gdy z bibliotek korzystali niemal wszyscy, albo podejmowało się decyzję na podstawie fragmentów wyczytanych na jednej nóżce. Albo brało się w ciemno, szczególnie przed 1989, gdy wszystko brało się wtedy, kiedy rzucili. To były czasy, gdy nawet książki były spod lady.
Kiedy zbierałam materiały do mojej książki o Rumunii, chciałam zamieścić w niej kilka słów o polskich uchodźcach, w tym o poetce Kazimierze Iłłakowiczównie. Sięgnęłam więc po biografię Iłła Joanny Kuciel-Frydryszak i zajrzałam się do najbardziej interesującego mnie rozdziału, poświęconego pobytowi poetki w Klużu. Przeczytałam, potem przeczytałam jeszcze raz i jeszcze, próbując zrozumieć, o co tu właściwie chodzi.
Ledwo człowiek wyjechał, a zaraz będzie wracał. Czas to dziwne zjawisko, niby linearne, a jednak kołem się toczy. I znów w sierpniu długie nocne rozmowy nad Marychą i Czarną Hańczą. I znów niebo gwiaździste nad nami. Tymczasem jednak jeszcze przygotowania. W tym roku w Budzie Ruskiej przypadło mi siedem rozmów i siedem spotkań. Wybieram się daleko za znany mi horyzont – do Amazonii, do Kazachstanu, do Indii i Mongolii. Ale i pokręcę się trochę bliżej i całkiem blisko – od Mołdawii po Norwegię, po puszczy Augustowskiej i najnajszej Suwalszczyźnie. I tylko jedno spotkanie to zagadka, bo gdzie zawędrujemy z dziećmi, tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.
Jeszcze do 9 sierpnia można oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie wystawę „Gotyk w Karpatach”.