Jeszcze do 9 sierpnia można oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie wystawę „Gotyk w Karpatach”.
Dziś blisko połowa Karpat znajduje się w granicach Rumunii, dlatego zaproszenie Was na zwiedzanie tej ekspozycji jest jak najbardziej uzasadnione. Wśród eksponatów znajdziecie obiekty między innymi z Sibiu czy Braszowa.
ŁUK KARPAT
Przy wejściu do sali oglądamy mapę z zaznaczonymi miejscami pochodzenia dzieł prezentowanych na wystawie. Nawet gdybyśmy nie znali jej tytułu, rozpoznalibyśmy ten charakterystyczny łuk. Idea ekspozycji jest podobna do zamysłu Macieja Janowskiego, autora książki Karpaty. Opowieść o pewnych górach (Kraków 2025) – chociaż dziś łańcuch podzielony jest granicami państwowymi, stanowi przecież całość. „Karpaty jako obszar artystyczny o utrzymanej ciągłości rozwoju, gdzie jedne dzieła sztuki dawały początek kolejnym. Po obu stronach gór działały bowiem te same warsztaty, obrazy i rzeźby przesyłane były w obu kierunkach, podobnie jak przenikały się tu tendencje w sztuce” – czytamy na stronie Muzeum. Podobnie Maciej Janowski opisuje zjawiska właściwe dla całego łańcucha, traktując go jako region o pewnych cechach wspólnych i podobnej dynamice rozwoju.
WIT STWOSZ Z BRASZOWA
Zwiedzając wystawę wyławiałam oczywiście te eksponaty, które związane są z karpacką częścią dzisiejszego terytorium Rumunii. Wśród nich znajduje się rzeźba Wita Stwosza młodszego: monumentalna figura św. Jana Chrzciciela z centralnej części nastawy ołtarzowej znajdującej się pierwotnie w kościele ewangelickim w Roadeș. Sam kościół warowny, obecnie restaurowany, znajduje się na szlaku Via Transilvanica. Nazwisko twórcy dzieła jest w Polsce doskonale znane. To jeden z licznych potomków Wita Stwosza. Trzech synów mistrza na początku XVI wieku osiedliło się w Siedmiogrodzie: malarz i rzeźbiarz Wit młodszy wybrał Braszów, malarz Jan zamieszkał w Sighișoarze, a złotnik Marcin w Mediaș. Losy członków rodziny Stwoszów to właśnie przykład przemieszczania się ludzi, idei, sztuki w ramach regionu większego niż dzisiejsze państwa. Wszystko i wszyscy wzajemnie na siebie wpływali, a ruch odbywał się w różne strony, chociaż ten z zachodu na wschód zdecydowanie przeważał.
CZYSTE PIĘKNO
To, co wyróżnia Karpaty, to pewne opóźnienie czy może dłuższe trwanie. Gdy we Francji czy Italii nikt już nie pamiętał o gotyku, tu wciąż powstawały dzieła według wszystkich reguł stylu. Dzieła, trzeba to przyznać, zachwycające. Obiekty, które zaprezentowano na wystawie to sztuka w najlepszym wydaniu – nie tylko piękna, ale i niezwykle poruszająca. Gotyckie piety w najbardziej przejmujący sposób ukazują cierpienie matki, opłakującej martwe dziecko. Tyko gotyk potrafił wyrazić ból Chrystusa na krzyżu – prawdziwie ludzki, fizyczny. Patrząc zaś na figury Madonny z dzieciątkiem, rozumiemy, czym był piękny styl – po prostu czystym pięknem.
PODRÓŻ TROPEM SZTUKI
Wystawa na kilka godzin przenosi w czasie i przestrzeni. Warto się pośpieszyć i odwiedzić Kraków, a przed lub po wizycie w muzeum sięgnąć po książkę Macieja Janowskiego Karpaty. Potem ruszyć do Transylwanii i zobaczyć na własne oczy miejsca, w których tworzyli synowie Wita Stwosza i inni artyści. A po drodze zajrzeć do Lewoczy czy Bańskiej Bystrzycy. Podróż tropem sztuki to wszak znakomity i sprawdzony pomysł na wędrowanie.
Więcej
O wystawie: https://mnk.pl/wystawy/gotyk-w-karpatach/
O książce Macieja Janowskiego https://tiny.pl/7d_vkwm5q