Ledwo człowiek wyjechał, a zaraz będzie wracał. Czas to dziwne zjawisko, niby linearne, a jednak kołem się toczy. I znów w sierpniu długie nocne rozmowy nad Marychą i Czarną Hańczą. I znów niebo gwiaździste nad nami. Tymczasem jednak jeszcze przygotowania. W tym roku w Budzie Ruskiej przypadło mi siedem rozmów i siedem spotkań. Wybieram się daleko za znany mi horyzont – do Amazonii, do Kazachstanu, do Indii i Mongolii. Ale i pokręcę się trochę bliżej i całkiem blisko – od Mołdawii po Norwegię, po puszczy Augustowskiej i najnajszej Suwalszczyźnie. I tylko jedno spotkanie to zagadka, bo gdzie zawędrujemy z dziećmi, tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.
,,Tylko na murkach śpią koty” – pisał Herbert. I śpią nadal, jak spały, gdy poeta wędrował przez Italię. Dekady później wędrujemy i my. Wspinamy się, schodzimy ostro w dół, wystawiając na próbę nasze kolana i nie oszczędzając kręgosłupów. Tylko koty, te żywe i puchate, i te kamienne, porosłe mchem, albo z zastygłym w żelazie zezem, pozostają obojętne na nasze niezliczone okrzyki i westchnienia. Spoleto, Orvieto, Bagnioregio, Bolsena i inne miejsca, które wyglądają jak wyjęte z baśni, a ich nazwy brzmią jak nazwy eliksirów – być może korzystnych na obolałe, trzeszczące kolana.
Jeszcze do 9 sierpnia można oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie wystawę „Gotyk w Karpatach”.
28 maja 1830 roku w domu pastora Josepha Filtscha w Mühlbach przyszedł na świat niezwykły chłopiec…